Wczesna Wiosna.
Przyćmione słońce przebijające przez ciągle jeszcze zimowe chmury, nadal ciężkie i gładkie jak powierzchnia wody w studni, niesie ze sobą wspomnienie Twojego uśmiechu. Zostałeś wypalony we mnie ogniem.
Okno przez które spoglądać można jedynie w niebo i na bezlistne gałęzie drzewa o korze sczerniałej jak pogrzebowe stosy wypełnia się delikatnym światłem dopiero podnoszącego się z zimowego snu słońca. Zawsze będzie oświetlało dla mnie istotę rozważań, jakbyśmy na chwilę dostali niepowtarzalną możliwość obserwacji mechanizmu wszechświata, zaglądając za cienką zasłonę by podglądać poruszające się zębatki. Usłyszeć ciche “klik”, kiedy wszystkie elementy nagle odzyskują swoje miejsce i już wiem kim jesteś, gdy surowa estetyka zimy splata się z oczekiwaniem na Twoje dyskretne przyzwolenie…z Twoim oczekiwaniem na moje przyzwolenie.
Nie pozostało we mnie wiele rozpaczy.
Tylko stygmat.
Nie krwią oznaczony lecz wypalony ogniem.
