Kocham małe łapki stąpające cichutko po podłodze.
Ciche tąpnięcia które rozbrzmiewają z niecierpliwością nad ranem w moim pokoju.
Uwielbiam noce kiedy niespodziewanie odwracając się z boku na bok trafiam na ciepłe futerko, ułożone tuż obok mojej głowy.
chwile, kiedy niewielki ciężar przemieszcza się po kołdrze pod którą sypiam.
Pytające spojrzenia wyczekujące na kolejną miseczkę mięsa, wtedy kiedy jeszcze zupełnie na to nie pora.
Nawet jeżeli wiąże się to z tonami zanihilowanych naczyń, zagajnikami rozszarpanych papierów, zasikanym łóżkiem, wszędobylskimi kłakami niezależnie od tego ile wysiłku włożyłoby się w sprzątanie.
Nawet jeżeli żadna stopa nigdy nie jest bezpieczna, ładowarka to najfajniejsza zabawka a
moje czarne rzeczy nigdy już nie będą miały swojego klasycznego koloru.
Nawet wtedy uwielbiam te małe ciałka zwinięte zawsze w niewielkim oddaleniu od miejsca mojego przesiadywania, choć nigdy nie dość blisko, żebym mogła pomyśleć, że są tu właśnie dlatego, że ja tu jestem.
Kocham moje koty takimi jakimi są nawet jeśli są głupie, a nawet, jak niektórzy twierdzą, nie mają duszy:P
